Średniowieczny brud

Kryteriami oceny czystości w średniowiecznej Europie był wzrok i węch. Mimo to, pojęcie czystości istniało wraz ze swymi wymogami, powtarzanymi czynnościami i kryteriami. Higiena wydaje się jednak schlebiać pozorom. Normy wyraża się i demonstruje. Różnica w stosunku do dnia dzisiejszego polega na tym, że zanim norma ta zaczęła dotyczyć skóry, odnosiła się wyłącznie do bielizny, elementu natychmiast dostrzeganego.

 

Woda natomiast nie kojarzyła się z czystością. Przypisywano jej działanie magiczne. Ciało noworodka uważano za całkowicie porowate. Dlatego stosowano technikę masowania dłonią maczaną w ciepłej wodzie. Masaż miał usunąć z jego skóry krew i śluz pozostałe po porodzie. Przede wszystkim jednak miał on formować pożądany kształt fizyczny. Kąpiel była więc konieczna dla ukształtowania pięknego ciała. Skóra niemowlęcia musiała być nieustannie smarowana. Do „zatykania” porów służyły przede wszystkim sól, oliwa i wosk. Ciało było nimi powlekane niczym przedmiot.

 

Niemowlęta smarowane były olejkiem różanym i jagodowym, popiołem z rogu wolego albo ołowiu. Specyfiki te dokładnie rozcierano i mieszano z winem. Jednak powtarzanie tego zabiegu w późniejszym wieku uważano za szkodliwe. Właśnie dlatego nogi Delfina, przyszłego Ludwika XIII nie były myte do czasu ukończenia przezeń szóstego roku życia. Pierwsze zanurzenie ciała w wodzie (poza tym bardzo krótkim po urodzeniu) odbyło się gdy Delfin miał siedem lat.

 

W księgach poświęconych zdrowiu z XVI wieku wspomina się o niektórych zapachach ciała, które powinno się usuwać. Erazm z Rotterdamu pisał: Aby zapobiec odorowi spod pach, które cuchną capem, należy dotykać skóry
i nacierać ją gałkami różanymi. Uwagę skupiano na widocznych częściach ciała: rękach i twarzy. Poranne zmaczanie twarzy zimną wodą było oznaką schludności i zdrowia. Jednak w regułach dobrego wychowania z XVII wieku wymienia się szereg nakazów, by mycie zastąpiono wycieraniem. Twarz zaczęto więc oczyszczać białą szmatką. Uważano, że w ten sposób skutecznie można usunąć brud. Skóra natomiast, jej koloryt, pozostawały w naturalnym stanie.

W średniowieczu mycie wodą nie było wskazane, szkodziło na wzrok, powodowało bóle zębów i katar. Uważano, że twarz po kontakcie z wodą staje się blada, podatna na chłód w zimie i upał w lecie. Sądzono, że umyta skóra otwarta jest na zarazę i inne, bliżej nieokreślone choroby. Natomiast w odwrotną stronę przez pory na zewnątrz miały wydobywać się z organizmu ciecze hormonalne zasobne w energię. Dlatego właśnie kąpiel miała osłabiać, powodować głupotę, niszczyć potęgę siły i cnoty.

 

Nie wolno było więc brać kąpieli, nie narzuciwszy sobie uprzednio koniecznych rygorów. Po jej ukończeniu należało wypocząć, poleżeć w łóżku i przywdziać odpowiednią odzież. Jeśli nie stosowano się do tych wskazówek, kąpiel mogła być niebezpieczna. Konieczność podjęcia środków ostrożności skomplikowała czynność mycia tak, że rzadko ją stosowano. Nie warto było trudzić się i jednocześnie narażać na chorobę.

 

Dochodzono nawet do takich skrajności, jak ekstrawagancka propozycja Bacona, który uważał, że woda powinna mieć podczas kąpieli taki sam skład jak materia ciała. Płyn winien uzupełniać wymykające się z ciała substancje i nie powodować zakłóceń w równowadze jego składu.

Mniemanie o szkodliwości wody spowodowało zmiany w zabiegach higienicznych. Okresowe zamykanie łaźni podczas kolejnych epidemii stało się praktyką oficjalną i systematyczną.

 

Na rozkaz prefekta Paryża przy każdym ataku dżumy (w latach 1510–1561) ponawiany jest zakaz udawania się do łaźni, a nawet jej nagrzewania. Nieprzestrzeganie przepisu groziło karą grzywny sądowej. W większości przypadków epidemii zakaz ten zaczyna obowiązywać w porze upałów, które sprzyjają rozprzestrzenianiu się zarazy. Odrzucano bliskie kontakty. Twierdzono, że ciepło i woda powodują powstanie na ciele szczelin. Przez nie dżuma miała wślizgiwać się do organizmu. Kąpiel i łaźnia były więc niebezpieczne. Należy więc zakazać łaźni i kąpielisk, albowiem gdy się z nich wyjdzie, ciało ma postać rozmiękłą i pory otwarte, a zadżumione opary mogą rychło wniknąć do organizmu i wywołać od razu śmierć, co widzieliśmy już wiele razy (M. Le Long, Le regime de sante de Lecole de Salerne, Paris 1663).

 

Zaprzestano kąpać się również w domach. Sam proces zamykania łaźni spowodował regres norm higieny. Do rzadkości należały wtedy wizyty w zakładach oferujących kąpiele. Zdarzały się one przed ślubem, miłosną schadzką, przed podróżą, lub po jej zakończeniu. Korzystanie z tego rodzaju usług było zabiegiem elitarnym. Ciało trzeba było chronić przed atakiem złego powietrza. Ten pogląd decydował o kroju i jakości odzieży noszonej podczas epidemii. Była ona wykonana z gładkiego płótna, ściśle tkanego i ciasno przylegającego do ciała. Morowe powietrze miało ześlizgiwać się po niej bez możliwości wtargnięcia do wewnątrz.

W podręczniku Jeana Babtistea de la Salle z 1736 r. normy dotyczące zachowania higieny osobistej są już bardziej kategoryczne niż w dziele Erazma z 1530 r. La Salle rozwodzi się na temat pielęgnacji włosów strzyżonych i czesanych. Regularnie (bez mycia) pozbawiano je tłuszczu przy pomocy pudru i otrębów. Podaje on nawet technikę i częstotliwość ruchów przy pielęgnacji włosów. Wspomina również o pielęgnacji ust i dokładnie szorowanych zębach. Szczegółowo opisuje, że aby utrzymać w porządku paznokcie, należy je obcinać co osiem dni. Jednocześnie zaleca ograniczenie zużycia wody.

Podczas gdy z wody prawie nie korzystano, normy czystości i pielęgnacji ulegały rozszerzeniu. O higienie stanowiło wiele kryteriów takich jak: przestrzenie, bielizna, odzież i rozmaite akcesoria. Cała uwaga skupiła się na rzeczach okrywających skórę. Ubranie miało być porządne, gdyż na wierzchnią odzież kierowano spojrzenia. Czystych rąk i gładkiej twarzy nie łączono z pojęciem higieny. Były one raczej częścią kodeksu społecznego. Podanie wody do rąk drugiej osobie było oznaką uprzejmości i przyjaźni. Dlatego właśnie często ten gest praktykowano. Specjalny zegar wzywał mnichów do ablutorium, gdzie myli ręce przed posiłkiem. W spisach inwentarza zamożnych ludzi często czytamy o miednicach do mycia rąk. Jednak mycie ciała było ograniczone do miejsc widocznych. Pozostałe partie pozostawały zamknięte w szczelnym ubiorze.

 

Szata była strukturą tkanin wierzchnich i spodnich. Ich konstrukcja tworzyła swoistą architekturę materiału. Właśnie w tej grze wielu warstw jest miejsce na dbałość o higienę. Warstwy wewnętrzne można było przecież zmieniać. Koszula pełniła rolę elastycznej podszewki między wełną, a ciałem. Gatunek materiału, z którego utkana była koszula, stanowił o randze społecznej. Zmiana bielizny była równoznaczna z usunięciem brudu. Stosowanie wody nie wydawało się więc konieczne. Nowa metoda była pewniejsza i bezpieczniejsza. Do niepokoju, który wywoływała kąpiel, dołączyła również pewność, że jest ona bezużyteczna. Bielizna odgrywała główną rolę. Tworzyła ona coraz ciekawsze dla oka obrazy. Dała początek szacie, której związek ze skórą był coraz bardziej symboliczny.

W XVII wieku maskowanie brudu przybrało odmienną postać. W ówczesnej sztuce pozorów to zapach stał się kryterium wzorcowym. W ustach trzymano wodę cynamonową, aby oddech miał przyjemny zapach. Wyróżniano perfumy królewskie, inne zapachy dla mieszczan i biedaków. Miały one chronić przed zakażeniem się chorobami i poprawiać popsute powietrze. Wody nie używano. Saszetki umieszczone pod pachami bądź na biodrach, ukryte w fałdach sukien lub pod kaftanami, były środkami utrzymania czystości. W zamku Marly, gdzie woda tryskała obficie w ogrodach, nie stykała się ona niemal nigdy ze skórą mieszkańców.